Moje pierwsze spotkania z farbami, bardziej świadome niż dziecięce zajęcia plastyczne w szkole, wynikły z potrzeby zapełnienia czasu… Jestem bardzo niepewną siebie amatorką, która kupiła sobie kiedyś książkę i stamtąd dowiedziała się podstawowej wiedzy o farbach, blejtramach, papierze… Potem przyszedł etap pierwszego mieszania farb… i to był moment, gdy poczułam przyjemność… gdy mroki mej duszy podczas łączenia barw jakoś rozmijały się z tym, co widziałam przed sobą… spod pędzla wychodziły mi nieudolne, ale świetliste plamy. Samo mieszanie farb dawało ukojenie, zatrzymanie myśli… i duże zmęczenie ciała… co przekładało się i przekłada na coraz rzadsze spotkania z barwą…
Niepewność, skrępowanie, lęk przed krytyką sprawiły, że malowałam „do szuflady” i tylko znajomi przypadkiem odkrywający „sekret” zabierali sobie, to co akurat im się spodobało.
Kilka osób mobilizowało mnie, bym pokazała innym tę cząstkę swojego świata…, że warto…
Więc w mojej „galerii”można znaleźć to, co utrwaliłam także na zdjęciach w przeszłości.
0 komentarzy