Tak, wiem, moja niewydolność oddechowa, zaawansowanie dystrofii plasują mnie w grupie najwyższego ryzyka. Jest prawie pewnym, że nie poradziłabym sobie z COVID-19. Tylko…
Słowa „uważaj na siebie” wcale nie powodują zniesienia lęku, obaw. Raczej je potęgują. Pokazują, jak w soczewce, że jestem totalnie zależna od innych. To, czy cokolwiek mnie dotknie wcale nie zależy ode mnie, a od ludzi, którzy mnie otaczają. W tym przypadku od ich myślenia, troski, dbałości o dystans społeczny i higienę jeszcze bardziej wzmożoną. A to nie takie proste…
Łańcuchy powiązań w jakich żyjemy, niestety posiadają także „wadliwe” ogniwa, które swoją nieroztropnością zrzutują na cały system.
Wyizolowana już wcześniej ze świata w dużej mierze przez swoją niesprawność i korzystanie z respiratora, zmuszona zostałam do totalnej izolacji z powodu koronawirusa. Niestety, bez pewności, że to będzie skuteczne.
Ze swoimi problemami nagle zostałam sama, bez fachowego wsparcia. Mąż musiał stać się wszystkim: opiekunem, pielęgniarką, rehabilitantem, psychologiem. A obok ma przecież jeszcze życie codziennie do ogarnięcia. Życie i tak utrudnione tym, że w każdej chwili mogę coś potrzebować. Natłok obowiązków sprawia, że doba rozciąga się do 24 godzin aktywności. Zmęczenie… czas dla siebie… własne potrzeby… stały się abstrakcją jeszcze większą niż dotychczas…
0 komentarzy