Koronawirus egzaminem z człowieczeństwa?

W połowie marca „świat” dla wielu Polaków się zatrzymał. Do tego granicznego czasu niedowierzaliśmy, bagatelizowaliśmy zagrożenie. Nawet „moi lekarz i pielęgniarka” mówili o grypie, może trochę cięższej, ale nikt nie spodziewał się zobaczyć konwojów z trumnami we Włoszech.

Nagle zewsząd zaczęłam słyszeć: "uważaj na siebie".

Tak, wiem, moja niewydolność oddechowa, zaawansowanie dystrofii plasują mnie w grupie najwyższego ryzyka. Jest prawie pewnym, że nie poradziłabym sobie z COVID-19. Tylko…

Słowa „uważaj na siebie” wcale nie powodują zniesienia lęku, obaw. Raczej je potęgują. Pokazują, jak w soczewce, że jestem totalnie zależna od innych. To, czy cokolwiek mnie dotknie wcale nie zależy  ode mnie, a od ludzi, którzy mnie otaczają. W tym przypadku od ich myślenia, troski, dbałości o dystans społeczny i higienę jeszcze bardziej wzmożoną. A to nie takie proste…

Łańcuchy powiązań w jakich żyjemy, niestety posiadają także „wadliwe” ogniwa, które swoją nieroztropnością zrzutują na cały system.

Wyizolowana już wcześniej ze świata w dużej mierze przez swoją niesprawność i korzystanie z respiratora, zmuszona zostałam do totalnej izolacji z powodu koronawirusa. Niestety, bez pewności, że to będzie skuteczne.

Ze swoimi problemami nagle zostałam sama, bez fachowego wsparcia. Mąż musiał stać się wszystkim: opiekunem, pielęgniarką, rehabilitantem, psychologiem. A obok ma przecież jeszcze życie codziennie do ogarnięcia. Życie i tak utrudnione tym, że w każdej chwili mogę coś potrzebować. Natłok obowiązków sprawia, że doba rozciąga się do 24 godzin aktywności. Zmęczenie… czas dla siebie… własne potrzeby… stały się abstrakcją jeszcze większą niż dotychczas…

W tym miejscu chciałam oddać hołd każdemu człowiekowi opiekującemu się osobą totalnie zależną. To takie osoby zdają egzamin z człowieczeństwa, co dnia, nie tylko w dobie epidemii.

Kiedy czytam, słyszę wypowiedzi zdrowych ludzi, tak bardzo buntujących się przeciwko izolacji, jakimkolwiek ograniczeniom, przeciwko maskom, czasowi spędzonemu z rodziną w domu, przeciw zatrzymaniu się… pojawiają się w mojej głowie trudne myśli.

Gdyby narzekający choć przez moment pomyśleli, że nareszcie mają czas dla siebie i rodziny, że są zdrowi, że nie muszą na swych barkach dźwigać odpowiedzialności za życie drugiego człowieka w całej rozciągłości, że mogą w tym trudnym czasie zadbać o to, co zaniedbane z powodu pośpiechu, natłoku bodźców w codzienności. Gdyby ludzie negatywnie nastawieni zobaczyli pozytywne elementy w tym wszystkim, można by pomyśleć, że dobrze odrobimy lekcję, która została nam zadana. Chciałabym tego, bo dzięki temu świat stałby się lepszy. Niestety, obok rzeszy osób zaangażowanych w pomoc, oddających swój czas, zdolności i siłę jest ogrom ludzi zawodzących, szukających sensacji, protestujących i krytykujących.

Jeśli jesteś tym człowiekiem, który buntuje się pomyśl o innych, tych w trudniejszej sytuacji.

Rozumiem Twój strach związany z możliwością utraty pracy, podstaw egzystencji, zdrowia, z poczuciem osamotnienia. To wszystko i mnie dotyczy, jest naturalne i w tym trzeba, by ludzie wspierali się wzajemnie.

Jeśli Twój bunt zaś, wynika z ograniczeń, konieczności pozostania w domu, pomyśl ilu ludzi oddałoby wiele, by móc spędzić czas w domu z bliskimi, odpocząć, skupić myśli… Pomyśl o tych, którzy w codzienności żyją w swoistej kwarantannie uwięzieni na piętrach bez windy. Pomyśl o tych, którzy zostali odcięci od niezbędnego leczenia. Pomyśl może o mnie i moim lęku spowodowanym nieuważnością innych. Pomyśl o tym…, że będąc w domu możesz robić wszystko… ja choć najbardziej pragnęłabym, nie zrobię nic… dosłownie nic z tych czynności, których Ty nawet nie zauważasz je wykonując…

POMYŚL...

a potem zapomnij o narzekaniu, weź odpowiedzialność w swoje ręce i staraj się, byś przypadkiem nie stał się tym "wadliwym ogniwem" w swej nieroztropności...

Kategorie:

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Accessibility Toolbar