Niewydolność oddechowa (cz.6)

SKUTKI UBOCZNE

Wentylacja mechaniczna nieinwazyjna dziś mogę powiedzieć, że uratowała mi życie. Jednak ta szansa na dalsze istnienie okupiona jest licznymi konsekwencjami i wyrzeczeniami.

 

Podporządkowanie czasu

Początkowo byłam przerażona ogromem czasu spędzanego na wentylacji. 20 godzin na dobę byłam ograniczona w wykonywaniu czegokolwiek – nie umiałam w plątaninie rur, kabli, maski ograniczającej widzenie odnaleźć możliwości jakiegokolwiek funkcjonowania. Nawet oglądanie TV było problematyczne. Nie mogłam czytać, obsługiwać myszki, laptopa, telefonu… Te 4 godziny wolności ledwie starczały na jedzenie, toaletę i zmianę odzieży. Musiałam nauczyć się mówić mając założoną maskę. Szczególnie te zakrywające usta niemal uniemożliwiały mi komunikację tak niezbędną podczas wszelkich czynności związanych z pomaganiem mi.

Wobec jednak oczywistych korzyści, widocznych od razu po wyrównaniu gazometrii żyłam nadzieją, że będzie lepiej i będzie się skracał czas wentylacji wraz z nabieraniem sił przez mój wycieńczony organizm.

Ucisk i odparzenia

Problemem bardziej niepokojącym i źle rokującym na przyszłość były odparzenia na mojej twarzy w miejscach ucisku masek. Nie pomagało zmienianie kolejnych masek, na czole, policzkach i grzbiecie nosa pojawiały się zaczerwienienia i sączące rany grożące powstaniem odleżyny. Dziś z tym problemem już w dużej mierze się uporałam. Pomogło mi dobranie bardziej przyjaznych masek. Długotrwałe skutki ich używania to przede wszystkim trwałe odgniecenia i zniekształcenia twarzy w obrębie ucisku silikonu i uprzęży oraz łamanie się włosów na głowie.

Wysychanie błon śluzowych

Inną konsekwencją stosowania wentylacji mechanicznej nieinwazyjnej są problemy z wysychaniem błon śluzowych nosa, jamy ustnej i gardła. Po 2 miesiącach terapii miałam bardzo podrażniony nos. Nie mogłam stosować już lżejszych masek nosowych. Wciąganie powietrza przez nos objawiało się dotkliwym bólem. Stale kichałam, ciekło mi z nosa i oczu, tak jakbym miała ostry katar.

Remedium

Częściowym remedium po licznych próbach okazało się:

-stosowanie oleju do nosa,

-zamienne używanie masek twarzowych na noc,

-oraz utrzymywanie temperatury w pomieszczeniu powyżej 21 stopni.

Gdy temperatura jest niższa pojawia się odczucie odmrożenia wewnątrz jamy nosowej. Problem ten narasta wraz ze zwiększaniem ciśnień tłoczonego powietrza.

Wysychania w ustach w nocy nie udało mi się poskromić. Kiedy się wybudzam muszę przez kilka minut rozklejać gardło, język, zęby i policzki zanim wydobędę z siebie głos. Wcześniej nie znałam takiego stanu. 

Wiatr w oczy

Powietrze tłoczone przez respirator wycieka przez nieszczelności masek i zawory umieszczone we wlocie do maski, a efektem tego jest „wiatr w twarz i oczy”.  Skutek to podrażnienia spojówek, łzawienie i dyskomfort odczuwania na skórze stałego powiewu zimnego powietrza, zwłaszcza nocą.

Jak to jest, być "napompowanym"?

Obok tych wszystkich uciążliwości, kolejną jest przedostawanie się powietrza do układu pokarmowego. Czasami jestem napompowana, jak balon, dokucza mi ból, rozpieranie, kolka jelitowa i nie mogę tego opanować. Czasem – chyba, gdy śpię płycej – te dolegliwości są trochę mniej dokuczliwe. Po dłuższym czasie w związku z tym zaczęłam mieć niestety problemy z jedzeniem. Nawet mała ilość pokarmu powoduje, że jest mi niedobrze.

WARTO

Trudno wymienić wszystkie konsekwencje respiratoroterapii.

Zapewne nie znam ich jeszcze wszystkich. Nauczyłam się funkcjonować z ograniczeniami na miarę możliwości i nadal się uczę. Próbuję rozwiązywać metodą prób i błędów problemy na bieżąco. Czasami jest to łatwe, czasami nie do opanowania.

Póki jednak jest możliwym korzystać z wentylacji nieinwazyjnej, w swoim domu, niedogodności te są warte tego, by sobie z nimi jakoś radzić.

Kategorie:

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Accessibility Toolbar