Niewydolność oddechowa (cz.2)

Trudne początki

Początek moich problemów z oddechem, dziś widząc z perspektywy, miał miejsce od około 2014 roku. Widziałam i czułam, że dzieje się coś, czego nie potrafiłam określić. Towarzyszył mi stan dotąd nieznany. Rozpoczęłam wędrówki w poszukiwaniu pomocy. Dwa lata trwało zanim lekarze dostrzegli coś, co dziś wydaje się oczywiste i banalne. Powoli, dzień po dniu, ginęłam i nikt nie potrafił mi pomóc.

PRZECZYTAJ i ZAPAMIĘTAJ

Gdy masz obok siebie kogoś chorującego na dystrofię mięśniową lub sam na nią chorujesz, w sytuacji zbioru nietypowych, a jak się okazuje typowych, objawów pomyśl, że być może to wynik niewydolności oddechowej i trzeba wdrożyć respiratoroterapię, zanim niewydolność przybierze na sile i doprowadzi do stanu ciężkiego i być może tracheotomii.

Pierwsze objawy

W moim przypadku pierwszym objawem niewydolności oddechowej był narastający z czasem
– potworny ból głowy
trwający codziennie od godziny 4,5 nad ranem do godzin południowych. Bólowi temu towarzyszyły szumy w głowie, słyszenie turkotania kół pociągu i gwizdów, światłowstręt.
Nie wiem, czy to w wyniku dystrofii mięśniowej, stresu i bólu głowy, czy też w wyniku niedotlenienia pojawiły się także
– bóle kostno-mięśniowe.
Bolał mnie kręgosłup, piekły napięte mięśnie.

Pierwsze konsultacje

Z tymi objawami trafiłam do neurologa. Po wysłuchaniu dostałam wskazówkę, by poduszkę zmienić na ortopedyczną i receptę na silne leki przeciwbólowe. Oczywiście nie zmieniło się nic. Leki przytłumiły tylko ból. Pojawił się za to kolejny objaw:
– tachykardia.
Moje serce biło coraz szybciej. Bywało, że puls dochodził do 140 uderzeń na minutę, w spoczynku. Przy moim niskim ciśnieniu dla kardiologa to było wyzwanie. Zaczęto diagnozować mnie w kierunku problemów z tarczycą, bo dotknęły mnie obok tego
– spadek wagi,
– nerwowość,
– byłam stale zmęczona.
Badania nic nie wykazały niepokojącego. Kolejny kardiolog na jednej z wizyt, po obejrzeniu wyników i usłyszeniu, że obok dolegliwości mam dużo trudnych sytuacji życiowych, które sprzyjają występowaniu stresu
– lęków i stanów depresyjnych
polecił mi wizytę u psychiatry.

Rezygnacja

To był moment kiedy po półtorej roku poszukiwań, czując, że coś złego ze mną się dzieje zaprzestałam próby zdiagnozowania. Poddałam się, reagowałam tylko na objawy dokuczliwe. Coraz mniej spałam, mniej jadłam, stąd wydawało się mi, że jestem coraz bardziej zmęczona, słaba i depresyjna.

Kategorie:

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Accessibility Toolbar