Antybiotyk wywałał lawinę. Osłabłam tak, że moje życie ograniczyło się do łóżka. Coraz mniej mogłam jeść i pić. Po kilku dniach brania antybiotyku pojawiła się wysoka temperatura. W ustach miałam dziwny posmak trudny do określenia, bardzo nieprzyjemny, metaliczny. Czułam jakbym umierała, była zatruta.
W tym stanie zobaczył mnie na wizycie domowej lekarz, dodał kolejny antybiotyk i zwiększył dawki pierwszego. Kazał oklepywać, bo pojawiła się czysta wydzielina w oskrzeli, a ja nie mogłam już jej odkasłać. Po 10 dniach takiej terapii przelewałam się przez ręce, już zupełnie przestałam jeść, nie mogłam nawet pić – piłam odrobinę, by jakoś przełknąć leki. Zbiegło się to z długim weekendem majowym i brakiem możliwości wizyty domowej.
Niepokoił mnie ten dziwny posmak w ustach i uczucie zatrucia. Było mi już wszystko jedno i na własną odpowiedzialność odstawiłam antybiotyki.
Poczułam się na tyle lepiej, że powoli powróciła możliwość picia i stopniowo wydłużanego siedzenia w wózku. Kłopoty z jedzeniem pozostały, dziwny posmak w ustach i brak czucia normalnego smaków także. Próby przyjmowania Nutridrinków kończyły się wymiotami. Całodobowe moje wyżywienie ograniczało się do kanapki, owoca, kilku łyżek zupy. Czas jedzenia zaś, tego wszystkiego, to kilka godzin. Przy czym często było mi niedobrze i zwracałam.
0 komentarzy