Niewydolność oddechowa (cz.7)

KOFLATOR - ASYSTOR KASZLU

Sierpień ubiegłego roku przyniósł mi nowe, niebezpieczne doświadczenie. Na tyle trudne, że zaczęłam się bać zostawać samej, nawet na chwilę. Do tej pory byłam bohaterem, który nie chciał, by inni zmuszeni byli do stałego czuwania nade mną. 

Zachłyśnięcie herbatą, atak kaszlu bez powodzenia, niemożność odkrztuszenia, problem w wezwaniu pomocy, uświadomiły mi, że czas schować swoje „bohaterstwo”, że trzeba, czy się chce, czy nie, przyjąć nowe wyzwania.

Skutki respiratoroterapii i zachłyśnięcia

Cudem uniknęłam zachłystowego zapalenia płuc. Herbata była z cytryną, co rokowało źle. Profilaktycznie dostałam antybiotyk, leki przeciwzapalne i czekałam. Anestezjolog stwierdził, że do 4 tygodni będę miała wzmożone oczyszczanie się dróg oddechowych. Dotychczasowe zaleganie w płucach związane z niewydolnością i wspomaganiem się respiratorem było nieprzyjemne i powodowało ataki nieefektywnego kaszlu. Jednak to, co teraz mnie dotykało to istny hardcore. Odbierający siłę kaszel, zalewanie się przy tym łzami i katarem, ból brzucha i wymioty to tylko część problemów. I niestety, wcale nie skończyło się to po 4 tygodniach. Nie pomagał respirator ani pozycje ułożeniowe.

Listopad był jednym z trudniejszych miesięcy. Coś trzeba było zrobić.

Ssak, czy koflator?

W pierwszym odruchu zaopatrzyłam się w ssak. Jednak u osób przytomnych, bez tracheotomii to rozwiązanie jest niemożliwe do skutecznego stosowania. Daje także powikłania. Co ważniejsze, nikt z moich bliskich nie miał odwagi do jego stosowania. Wszyscy byli przerażeni.

Drugim wyjściem był zakup koflatora, czyli asystora kaszlu wspomagającego naturalny odruch kaszlowy. Problemem było to, że ten sprzęt jest bardzo drogi, na tamten czas 24 tys zł, i nierefundowany. Po tygodniach myślenia i rozważania wszelkich rozwiązań zaczęłam szukać sprzętu z rynku wtórnego. Udało się zdobyć sprzęt, który mogę stopniowo spłacać, jeszcze na gwarancji i za połowę ceny – 3 tysiące Euro. 

WIEDZA

Od grudnia 2019 roku obok respiratora towarzyszy mi koflator.

Musiałam nauczyć się korzystania z tego urządzenia. Lekarz musiał także zaznajomić się z jego działaniem, gdyż do tej pory nigdy nie stosował go w praktyce. Nieocenioną pomoc dla mnie w poszukiwaniu asystora kaszlu stanowił z trudem odnaleziony w czeluściach Internetu blog: 

http://lgmd.andreovia.pl/wszystko-o-koflatorach

Dzięki słowom autora, wskazówkom, nie błądziłam w poszukiwaniu sprzętu i nie musiałam obawiać się, że kupię coś nieodpowiedniego. Dzięki radom „doktora Wu” łatwiej było ustawić parametry i dostosować do mojego stanu.

Czy to działa?

Tak, koflator działa.

To było niesamowite doświadczenie, gdy po latach nagle doświadczyłam i przypomniałam sobie, czym jest „zdrowy kaszel”. Wróciła pamięć, jak to było, gdy byłam zdrowa… Jednocześnie sam zabieg jest mało przyjemny i męczy. Czasem przemieszczanie się śluzu nie zgrywa się z cyklem pracy koflatora – chyba najbardziej nie lubię tych sytuacji. 

W tej chwili, gdy mam już uszkodzoną śluzówkę i rzęski przez wspomaganą wentylację nadprodukcja wydzielin w moich płucach i oskrzelach jest dużym problemem. Koflator używam kilka razy dziennie w pozycji siedzącej. Nie zawsze udaje się oczyścić drogi oddechowe w ten sposób . Często, gdy jest źle, koflator używam seriami w pozycji ułożeniowej na obu bokach i plecach. Stanowi to nieocenione wsparcie w codzienności. Bez tego urządzenia, na tym etapie niewydolności oddechowej, wiem, że nie poradziłabym sobie.

Wydaje się mi więc, że respirator i asystor kaszlu to najlepszy zestaw, by móc radzić sobie z niewydolnością oddechową w warunkach domowych.

Kategorie:

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Accessibility Toolbar