Czy nadzieja na lepsze może ukryć się w posiłku? Dziwne, a jednak… To właśnie po 24 godzinach wspomagania mnie oddechowo, zjadłam normalnie obiad. Cały!?! Dokonałam niemożliwego. Zjadłam zupę i drugie danie. To był sukces na miarę zdobycia szczytu marzeń! Poczułam smak tego, co jadłam i było to smaczne. Nie wiem, jak można pomyśleć, że szpitalne jedzenie to apetyczny posiłek;) Wtedy jednak czułam, jak gdybym jadła w najlepszej restauracji świata.
Potem przyszedł czas na normalny sen. Początkowo niewygoda i strach, obok niewydolności oddechowej, nie pozwalały mi spać bez obaw, że znowu będę się dusić.
Dopiero po powrocie do domu zaczęłam powoli oswajać się z tym, że respirator przejmie oddychanie, gdy pojawi się tylko bezdech. A pojawiał się od razu, w chwili zasypiania. Respirator wszczynał alarm i wybudzał mnie skutecznie. Po jakimś czasie trzeba było ten alarm wyciszyć i od tej pory zaczęłam wysypiać się, na ile to możliwe, bo niestety respiratoroterapia nie rozwiązała problemu przekręcania się i konieczności zmiany pozycji w nocy.
0 komentarzy