Niewydolność oddechowa (cz.8)

PULSOKSYMETR

W ostatnim czasie słowo PULSOKSYMETR odmieniane jest w mediach przez wszystkie przypadki. Większość społeczeństwa dowiedziała się, co to za urządzenie i do czego służy. Wyniki badania dzięki technicznym możliwościom mają interpretować lekarze. Wiadomo COVID…

Mnie interpretacji wyników saturacji uczyło życie.

Długi czas trochę bagatelizowałam rolę pulsoksymetra, bardziej zwracając uwagę na niedogodności związane z jego używaniem niż jego przydatność. 

Pełne okablowanie, konieczność znajdowania się w pobliżu kontaktu, jednym słowem ograniczenia mojej i tak ograniczonej przestrzeni i możliwości minimalnego ruchu. Urządzenie stacjonarne jakie posiadałam dawało, jednak na początku, zanim „nauczyłam się” swojej niewydolności oddechowej, poczucie bezpieczeństwa. Posiada bowiem alarmy, gdy pomiary wskazują na jakiś problem. Paradoksalnie alarmy, zarówno w respiratorze, jak i pulsoksymetrze aktualnie mam wyłączone. Dlaczego? Bo okazało się, że zabierają mi sen. W przypadku respiratora alarm uruchamia się zawsze w momencie, gdy zasypiam. Wtedy zawsze doznaję bezdechu i jednocześnie blokuję w jakiś sposób wtłaczane we mnie powietrze. Alarm wybudza mnie w chwili zasypiania za każdym razem. Jedynym rozwiązaniem, bym mogła spać, było wyłączenie funkcji alarmu. Podobnie rzecz miała się np. w chwili, gdy klips pulsoksymetru zsunął się mi z palca.

Pulsoksymetr w codzienności.

Teraz obok respiratora i koflatora, pulsoksymetr jest moim towarzyszem w codzienności. 

Doceniłam jego rolę w sytuacjach bardzo złego samopoczucia. Do pomiarów dziennych kupiłam malutkie urządzenie z baterią. Łatwość jego stosowania sprawiła, że nawet je polubiłam i zrozumiałam.

WIEDZA

Dziś wiem, że 100% nasycenia krwi tlenem nie istnieje. Moje idealne wyniki mieszczą się w przedziale 97-99%. Wyniki 93-96% pojawiają się rzadko, ale jeśli utrzymują się dłużej, wtedy już bardzo źle się czuję i sama wiem, że jest źle. 

Na wynik mają wpływ różne okoliczności, także paradoksalnie zmarznięte dłonie, pozycja w jakiej aktualnie się znajduję, czy mam infekcję, duże zaleganie w drogach oddechowych, itd. Tak, więc sam wynik nie wywołuje we mnie paniki, jedynie uruchamia myślenie.

Istotną dla mnie jest druga funkcja pulksoksymetru – łatwy pomiar tętna. Jak wcześniej pisałam wraz z niewydolnością pojawiła się tachykardia. Moje serce pędzi tym szybciej im gorzej się czuję i im bardziej jestem niedotleniona, a raczej im więcej dwutlenku węgla krąży w mojej krwi. Im dłużej moje tętno wynosi ponad 100-130 uderzeń na minutę tym jestem słabsza, bardziej zmęczona, odczuwam ciężar w piersiach i ogarnia mnie niepokój psychoruchowy. Szybki pomiar pulsoksymetrem zazwyczaj potwierdza, że dzieje się źle.

Kilkukrotnie konfrontowałam pomiary z pulsoksymetru z wynikami badania krwi tętniczej – gazometrią. Niestety parametry badania krwi zawsze były gorsze – czylli saturacja poniżej normy i podwyższona zawartość CO2. Mimo długotrwałej wentylacji, używania koflatora nie uzyskuję wyników mieszczących się w normie.

Wnioski

Oddech to życie… pisałam to wielokrotnie… Jak bardzo prawdziwe jest to zdanie w czasach koronawirusa przekonuje się o tym wielu ludzi. 

Mojego oddechu strzegą urządzenia. Pulsoksymetr mimo wszystko stanowi o moim bezpieczeństwie. To narzędzie pomocnicze, które wyznacza dalsze kroki postępowania. Czasem jest to zastosowanie koflatora, odessanie, podłączenie do respiratora a czasem wezwanie lekarza.

Tylko, zanim cokolwiek się zrobi trzeba pomyśleć i mądrze, bez paniki ułożyć puzzle całokształtu wyników i wiedzy o samym sobie.

Kategorie:

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Accessibility Toolbar