Niewydolność oddechowa (cz.9)

KOFLATOR W PRAKTYCE

Z koflatora w codzienności korzystam już od roku. Nauczyłam się w tym czasie kilku rzeczy o urządzeniu i o sobie. Szkoda, że tak mało jest dostępnych informacji o praktycznym stosowaniu asystora kaszlu. Sama nie mogłam uzyskać wiedzy od kogoś kto zdobył ją w praktyce. Nie znam chorych posiadających sprzęt, a mój zespół terapeutyczny, także nie spotkał się z tym urządzeniem. Wspominałam o tym we wcześniejszym wpisie.

Cykl terapii.

Dziś chciałam pokazać w jaki sposób przebiega cykl terapii.

To co się zobaczy starcza na więcej niż szeroki opis. Opis to tylko uzupełnienie tego co widać. Nagranie było zrobione w dzień, gdy czułam się lepiej i nie miałam zbyt dużego zalegania. Zrobiłam to świadomie, gdyż nie chciałam epatować zaplutą maską i rurą oraz zapłakanymi oczyma i cieknącym nosem. Być może kiedyś odważę się i pokażę trudniejszą terapię, dużo mniej estetyczną, a także w pozycji leżącej. Do wszystkiego trzeba dojrzeć, stąd muszę dać sobie jeszcze trochę czasu.

Cykl terapii koflatorem przebiega w dwóch fazach i najczęściej u mnie czterech cyklach.

Zanim to nastąpi trzeba szczelnie i mocno przyłożyć maskę do twarzy, by nie było wycieków powietrza na boki.

I faza – to trzykrotne wtłaczanie wibrującego powietrza do płuc.

II faza – polega na trzykrotnym gwałtownym wdmuchaniu do płuc większej ilości powietrza, by bardzo szybko odwrócić działanie i na zasadzie podciśnienia uzyskać nagły, głęboki wydech, który stymuluje kaszel. Często mam wtedy uczucie zaciskających się żeber i pustki w płucach, pragnę natychmiastowego wdechu. Chwilowe pozostawanie w tej fazie powoduje nieprzyjemny dyskomfort, swego rodzaju ból.

Fazy te przeplatając się przebiegają w czterech cyklach i kończą, dla rozprzężenia pęcherzyków płucnych wdechem. Po terapii zazwyczaj korzystam z respiratora od razu, by wesprzeć ewakuację pozostałej w oskrzelach wydzieliny.

Jak to działa?

Nie jest tak, jak spodziewałam się, że będzie. Koflator przynajmniej w moim przypadku podciąga z płuc i oskrzeli śluz wyżej. Potem dopiero ze wsparciem respiratora i słabo pokasłując odkrztuszam to, co zostało przemieszczone w okolice krtani i gardła. W sytuacjach dużego zaflegmienia i jednocześnie bardzo złego samopoczucia część wydzieliny od razu trafia do maski podczas II fazy terapii. Nie mogę tego powstrzymać. Żartując mogę powiedzieć, że w takich chwilach plucie wywołuje radość nie tylko moją, ale i tych co są obok – a może ich przede wszystkim. Nie straszne im jest wtedy czyszczenie rury, maski, wycieranie mojej mokrej twarzy. Ważne bym przestała dusić się własnymi wydzielinami.

Zapraszam do obejrzenia.

Kategorie:

0 komentarzy

Dodaj komentarz

Avatar placeholder

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Accessibility Toolbar